Notka 59 2012-05-12

-Ha-ha-ha.-powiedziałam zła

Zeszłam z trampoliny i zaczęłam się kierować do drzwi.

-Uwaga! Bomba leci!-krzyknął Bill

Wróciłam się, a oni już skakali na trampolinie.
Weszłam na trampolinę i specjalnie wybiłam chłopaków, a jak opadali to wywróciłam.

-Czyj to pomysł?-zapytałam wściekła
-Toma.-powiedział przerażony Bill

Złapałam Toma i zaczęłam go bić. Ale on sobie niestety ze mną poradził.
Złapał mnie za ręce, ułożył, że to ja leżałam na trampolinie, a on siedział nade mną i trzymał.

-Bill twoja kolej.-powiedział Tom

Bill zaczął mnie łaskotać.
Ja piszczałam.

Simone wyszła, bo mnie usłyszała.

-Ratunku.-powiedziałam do niej
-Chłopaki ona się męczy.-powiedziała
-A to za to, że nie chciała wstać. A nikt nie może dłużej spać niż ja.-powiedział Bill

Zaczęłam udawać, że nie mam już czym oddychać.
Przestali.

-To ty jeszcze w piżamie? Na dworze?-zdziwiła się Simone jak szłyśmy do domu we dwie, bo chłopaki mieli naszykowane kurtki i zostali na dworze
-Tak, bo wczoraj, raczej dzisiaj położyłam się chyba koło 03.30 i nie dawałam rady wstać, to mnie wzięli i wynieśli na balkon, no... i wyrzucili mnie.
-Z góry?
-Tak ale na szczęście na trampolinę poleciałam.-powiedziałam
-A widziałam, że rano rozkładali trampolinę, ale się zdziwiłam, bo mało, że dzisiaj wieczorem macie wyjeżdżać to jeszcze zima jest, ale stwierdziłam, że oni są tak szaleni, że będą po prostu skakać, a tu takie coś ci zrobili. I nawet nie nałożyli butów, ani kurtki.

Weszłam do domu bosa.
Trzęsłam się z zimna.
Poszłam do łazienki. Opłukałam stopy ciepłą wodą i poszłam do pokoju.
Położyłam się na łóżku, przykryłam kołdrą i grzałam się, bo czułam, że zachoruję.
Byłam na nich wściekła. Nawet nie chciałam się do nich odzywać, tylko cały dzień przeleżeć w ciepłym łóżku.
Chwilę musiałam przysnąć, bo obudził mnie Bill.

-Znowu śpisz? Chcesz znowu mieć taką niespodziankę jak wcześniej, tylko że na śnieg, bo Tom już złożył trampolinę.
-Nie dzięki.-powiedziałam
-Przepraszam, ale to wydawało się inaczej, bo nie myśleliśmy, że się tak wystraszysz i że tak zmarźniesz.


Notka 58 2012-05-11

-Gorzko! Gorzko! Gorzko!-zaczął krzyczeć Tom.
-Tom zamknij się!-krzyknął Bill.

A ja stałam i nie wiedziałam co się dzieje. Widziałam, że Bill nie ma zamiaru jej cmoknąć, bo stał jak słup. Bałam się, że będzie go trzeba reanimować, bo przestał oddychać.

-Hallo... Kinga... Bill... co się tak zacięliście?-zapytała Rebecca
-Już wróciłam na ziemię-ocknęłam się
-Ta... ja też.-powiedział Bill, ale było widać, że gdyby mógł to chyba by uciekł.
-Co nogi ci się wrosły w podłogę?-drażnił się Tom

Podeszłam do Toma i pociągnęłam go na łóżko, żeby siadł i zakryłam mu usta ręką, aby nic więcej nie powiedział.

-Yyy...ten...tego...-jąkał się Bill
-Aha. Czyli nie chcesz.-posmutniała Rebecca.-To ja już pójdę.-i opuszczając głowę kierowała się do wyjścia.
-Rebecca.-zatrzymał ja Bill.-Jeśli to twoje marzenie, to je spełnię.-i lekko cmoknął ją w policzek
-Bill dziękuję.-powiedziała i się przytuliła do niego.
-Rebecca! Musimy wracać!-doszedł głos z dołu.

Rebecca wyszła z pokoju.

-No nie powiem. Ty masz to coś...-Bill spojrzał na mnie flirtująco.-...Oczywiście do dzieci. Nadawałbyś się nie na piosenkarza, tylko na niańkę.-zaśmiałam się
-Kinga piona.-zaczął się śmiać Tom

Bill udał obrażonego i wyszedł z pokoju na korytarz i staną przodem do ściany z założonymi rękami. Podeszłam do niego.

-Bill...-powiedziałam łapiąc go za rękę.

A on raptownie się obrócił i mnie pocałował.

-Wiedziałem, że podejdziesz do mnie, bo znam ciebie i nie mogłabyś wytrzymać, że mnie uraziłaś i podeszłaś do mnie, żeby przeprosić.-powiedział Bill chytrym głosem.-Widocznie też umiem bardzo szybko plany wymyślać.
-Oj Bill.-powiedziałam.-Chodź lalki sprzątać.

I wszyscy troje posprzątaliśmy pokój Billa.
Zbliżała się godzina 02.30.
Wszyscy już spali, tylko ja, Tom i Bill sprzątaliśmy te lalki.

-A czemu ona ich nie zabrała?-zapytał Bill
-Nie wiem. Może zostawiła ci na pamiątkę. No za ten buziak.-śmiałam się
-Ale po co mi lalki. Mam nadzieję, że przyjadą je i zabiorą.-powiedział Bill

Kiedy posprzątaliśmy poszłam się umyłam i położyłam spać. Następnego dnia miałam już zostać sama z chłopakami.

-Kinga my już wracamy.-obudzili mnie rodzice.
-Tak wcześnie?-zapytałam się spoglądając na zegarek. Była 06.03
-Tak, bo mamy jeszcze zaproszenie do dziadków.
-To pa.-pożegnaliśmy się. Rodzice wyszli z pokoju, a ja dalej spałam.

-Oooo nie!!!-krzyknął Bill mi nad uchem.-To się jeszcze śpi?
-A która jest?-powiedziałam zaspanym głosem
-Jest dokładnie 12.50.
-Że co?-zerwałam się na równe nogi
-No to.-powiedział Tom wchodząc do pokoju.
-A tak się dobrze spało...-powiedziałam i jeszcze raz rzuciłam się na łóżko.
-Kinga nie żartuj. Wstawaj, bo przecież dzisiaj wieczorem mamy wyjeżdżać nad morze, a musisz się jeszcze spakować.-powiedział Bill
-No dobra już wstaję.-ale leżałam dalej i nawet nie myślałam, żeby wstać.
-Bo cię siłą ściągniemy.-powiedział Tom
-A tylko spróbujecie.-powiedziałam lekko przerażona.
-Nie wierzysz nam?-zdziwił się Bill
-No jakoś nie.-powiedziałam i się przeciągnęłam

Widziałam porozumiewawczy wzrok Bill a i Toma i jakby na trzy-cztery podbiegli do mnie. Bill złapał mnie za ręce, a Tom za nogi.
Ściągnęli z łóżka, ale ponieśli mnie na balkon.

-Wstaniesz?-zapytał się Tom
-Nie, bo jestem ciekawa co mi zrobicie.-powiedziałam i popatrzyłam się w niebo.
-Trzy-Czte-Ry!-i wyrzucili mnie za okno.

Zaczęłam piszczeć, bo się trochę wystraszyłam, bo nie wiedziałam, że oni wcześniej naszykowali trampolinę.
Kiedy się odbiłam poczułam ulgę.
Widziałam tylko jak chłopaki się śmiali, ale nic nie słyszałam.

-Chcecie, żebym zawału dostała?-zapytałam się kiedy przestałam się odbijać na trampolinie
-Kinga gdybyś miała zawału dostać, to byś przez nas dostała już dawno, ale jesteś wytrzymała, to wiedzieliśmy, że nie dostaniesz.-powiedział Tom mądrząc się





Znowu trochę nie pisałam, za co przepraszam


Notka 57 2012-04-30

-To się z nią pobawcie, a ja pójdę się umyć.-zaśmiałam się.
-A to ty ta dziewczyna Billa?-zapytała
-Yyyy...-nie wiedziałam co powiedzieć, bo miałam 5 lat, a już o tym wiedziała.
-Wiem, że tak. Ty też zostań. Pobawimy się lalkami.-powiedziała ucieszona.

Chłopakom od razu zrzedły miny, a Tom patrzył na mnie prosząco, abym coś wymyśliła.

-Rebecca zobacz chłopaki się nie ucieszyli, bo oni się nie bawią lalkami, a i ja nie jestem zadowolona, bo ja już jestem za duża na zabawę lakami.-powiedziałam z nadzieją, że już nie będzie chciała się bawić lalkami.
-Nie!!! Mają być lalki. Specjalnie wzięłam cztery z domu. Jedną dla Toma, jedną dla Billa, jedną dla ciebie i jedną dla mnie.-powiedziała do mnie

Pociągnęła Toma i mnie za rękę, a że ja trzymałam Billa za rękę to go też pociągnęła.

-Dobry wieczór.-powiedziałam razem z chłopakami, gdy zostaliśmy wciągnięci do salonu, gdzie byli goście.
-Dobry wieczór. Wiem dlaczego wy pojechaliście i przepraszam, że jeszcze nie pojechaliśmy, ale Rebecca zaczęła krzyczeć, że i tak ucieknie dzisiaj z samochodu, żeby się z wami spotkać...-zaczęła mama dziewczynki.
-...I teraz karze nam się bawić lalkami.-powiedział zły Tom.

Bill pociągnął mnie i Toma na chwilę do kuchni.

-Mam pomysł. Pobawimy się z nią te pół godziny tymi lalkami i ona pojedzie, a my będziemy mieli spokój na kolejny miesiąc, bo Tom pamiętasz...-zwrócił się do Toma.-...jak my uciekliśmy na górę i udawaliśmy, że nas nie ma, a ona przyszła na górę i nas zobaczyła, ale już musiała jechać to sama na piechotę przyszła do nas na drugi dzień.
-No masz racje, a tego nie chcę, bo dyby jutro przyszła, to byśmy musieli bawić się z nią godzinami.

Poszliśmy do salonu.

-Dobrze możemy się pobawić z nią z pół godziny, bo jesteśmy zmęczeni po dzisiejszym dniu.-powiedział Tom udając, że ziewa.
-Aaaa. Dziękuję!-krzyknęła i pierwsza pobiegła na górę.

Powoli zaszliśmy na górę.
Weszliśmy do pokoju Billa, a tam pełno malutkich mebli dla lalek, a na jednym łóżku leżała lalka przypominająca ją i Billa. Podeszłam bliżej tego łóżka, a tam te lalki ułożone były jakby się całowały.

-Bill. Muszę ci coś pokazać.-pokazałam palcem te lalki.

Podszedł.

-Nie mogę.-powiedział zaskoczony.
-Bill ja to wszystko udaję, że jestem taką wariatką, bo moim marzeniem jest, żebyś mnie pocałował. Chociaż w policzek.-powiedziała Rebecca


Notka 56 2012-04-27

-To co robimy?-zapytałam, kiedy zjedliśmy pizze.
-Hmm...-zastanowił się Bill.
-Może pójdziemy się przejść?-zaproponował Tom
-Ooo dobry pomysł.-powiedziałam
-Nie chce mi się.-powiedział Bill.
-Bill proszę. Jeszcze do Nowego Roku i znowu jadę do Polski. I znowu nie wiadomo kiedy się spotkamy. Proszę.-namawiałam go.
-To możemy ten czas spędzić tutaj.-bronił się.-Na dworze jest zimno...
-Aha... Zaraz przyjdę.-wpadłam na pomysł.-Tom chodź ze mną.

Pociągnęłam Toma za rękę i pobiegliśmy na chwilę na dwór.

-Poczekaj tutaj.-powiedziałam

Zrobiłam kulkę ze śniegu i pobiegłam do Billa.

-Śnieg jest zimny, tylko jak nie jesteś ubrany.-i rzuciłam go gałką.
-Kinga! Zimne!-krzyczał.
-No chodź...-namawiałam go dalej.
-Już dobrze. Tylko zmienię bluzkę.

Znaleźliśmy się w parku. Czas bardzo szybko nam zleciał. Kiedy zobaczyłam na zegarek, była godzina 19.06.
Wróciliśmy do studia.
Tom się znowu zajął swoją pracą.
Bill mnie pociągną do pokoju.

-Bill...o co chodzi?-wystraszyłam się, bo złapał mnie za rękę i biegł ze mną do pokoju.
-Muszę ci coś powiedzieć
-Słucham?
-Kinga zacznę od tego, że na Nowy Rok wybieramy się nad morze.
-Yhm?
-Tak i chciałbym, żebyś ze mną pojechała. Wynajęliśmy dom. Zrobimy tam imprezę.
-Dobrze o ile nie będę przeszkadzała.-powiedziałam
-Ty? Przeszkadzasz?-zdziwił się.
-Możliwe...
-Nie.-pocałował mnie.

Rozmawialiśmy jeszcze do 23.50.
Wszedł Tom.

-Można?-zapytał
-Można.-powiedzieliśmy razem.
-Wracamy? Bo już na pewno sobie pojechali.
-Ok.

Wsiedliśmy do samochodu i wróciliśmy do domu.
Lecz się pomyliśmy. Jeszcze nie pojechali.

-Bill!!! Tom!!!-zaczęła krzyczeć dziewczynka.
-Nie.-powiedział Tom po polsku, żeby nie zrozumiała.
-Czekaliśmy na was specjalnie. Już myślałam, że nie wrócicie, ale jednak wróciliście.-ucieszyła się
__________________________________________
Przepraszam, że tyle nie pisałam, ale nie miałam czasu


Notka 55 2012-04-16

Następnego dnia wstałam wcześnie, bo obudzili mnie chłopaki.

-Kinga wstawaj.-powiedział Tom
-Zaraz.-odpowiedziałam zaspana
-Wstawaj, bo dzisiaj my na cały dzień uciekamy z domu.-powiedział cicho Bill
-Ale czemu?-poderwałam się na słowo ,,uciekamy''
-Bo przyjeżdżają jacyś starzy znajomi i tam jest taka nasza fanka, która już nas poznała i po godzinie mieliśmy dość. Cały czas piszczała, krzyczała, robiła zdjęcia i prosiła, żebyśmy podpisywali jej co się chyba tylko da.-zaczął tłumaczyć Tom
-A oni przyjeżdżają dzisiaj na cały dzień.-dokończył Bill.
-No już dobra.-powiedziałam i ledwo wstałam, bo w końcu była godzina 8.00

Ubrałam się, zjedliśmy szybkie śniadanie i wyszliśmy na początek na podwórko.

-A tak właściwie to gdzie pojedziemy?-zapytałam się.
-Do studia.-powiedział Tom, gdy Bill wyjeżdżał samochodem z garażu.

Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.
Chłopaki opowiadali mi  w samochodzie dokładnie kto ma przyjechać i dlaczego właśnie ta dziewczyna się tak dziwnie zachowuje, pomimo że już ich parę razy widziała.

Kiedy dotarliśmy do studia, Tom poszedł chyba brzdąkać coś na gitarze, Bill poszedł do kuchni, bo byli gotowi i mieli w zamrażarce pizze, a ja weszłam do studia nagrań.
Żaden sprzęt nie był włączony, to mogłam sobie i śpiewać do mikrofonu, grać na basie, gitarze, a nawet na perkusji.
Na początku zajęłam miejsce Gustava.
Wystukiwałam jakiś rytm, jaki8 mi przyjdzie tylko do głowy.
Ale szybko mi się znudziło, bo wolę śpiewać.
Siadłam na miejsce Billa i zaczęłam się bawić w jakąś gwiazdę i zaczęłam wymyślać słowa i śpiewać po Polsku.
W tym momencie wszedł Bill, ale ja nie słyszałam, bo byłam zajęta śpiewaniem.

-Kinga pizza gotowa.-powiedział Bill, który o mały włos nie pękną ze śmiechu, bo jak to powiedział to spadłam z krzesła.
-Mogłeś mnie ostrzec.-powiedziałam udając złą.
-Ale jak?-zdziwił się
-Mogłeś podejść i na ramieniu rękę położyć.
-O nie! Ja chcę żyć! A znając ciebie to z zaskoczenia możesz i udusić.
-Ja?-zdziwiłam się.-Ja bym nikogo nie dotknęła.
-Wolę nie ryzykować.-powiedział podając mi rękę, żebym wstała.

-Przepraszam, że od razu poszłam do studia i udawałam, że nagrywam coś. Po prostu chciałam zobaczyć jak to jest.-powiedziałam kiedy szliśmy do kuchni.
-Przecież nic się nie stało. Czasami ja sam siedzę i udaję, że nagrywam, bo się nudzę.-powiedział do mnie i się uśmiechnął.-Tom!!! Pizza!!!!

Tom przyszedł do nas i zaczęliśmy jeść pizze.

-Nawet święta spędzamy w studiu.-zaśmiał się Tom.
-No chyba lepiej tutaj niż dzisiaj w domu.-powiedział Bill, patrząc na Toma z powagą.
-Nom.

I jedliśmy dalej pizze.


Notka 54 2012-04-14

Rozdałam każdemu prezenty. Ja też dostałam od Simone i Gordona.

-Kinga teraz jeszcze my.-powiedział Tom.
-My jesteśmy wspólnie. Myśleliśmy jaki ci się prezent spodoba...-zaczął Bill
-Moim największym prezentem jest to, że tutaj jestem.-powiedziałam
-Nie żartuj.-powiedział Tom
-Ale naprawdę.-przekonywałam ich.
-Jeśli tak to taki dodatkowy. Wpadliśmy na niego razem.-powiedział Bill.

Chłopaki przekazali mi go wspólnie.
Otworzyłam.
Był to album na zdjęcia. Cały zapełniony.

-Ten album specjalnie zamawialiśmy na ilość zdjęć. No i jak widzisz specjalnie dla ciebie, bo na okładce jesteśmy my wszyscy. Ja, ty, Bill, Gustav i Georg.
-Dziękuję. Nawet pamiętam jak to zdjęcie robiliśmy.
-Otwórz go.-powiedział Tom.

Zobaczyłam na pierwszym zdjęciu jakiegoś małego bobasa. Jeszcze w szpitalu. To byłam ja. A obok mnie Bill i Tom.

-Jej...-westchnęłam.
-To są wszystkie zdjęcia jakie mamy. Posegregowane od czasów najmłodszych do dzisiaj.

Zaczęliśmy wspólnie go oglądać. Na końcu było jedno miejsce wolne.

-Dlaczego tutaj nie ma zdjęcia?-zapytałam
-Bo mam je tutaj.-powiedział Bill.

Na zdjęciu byłam ja i moja siostra. Byłyśmy nad morzem. Byłam jeszcze mała, więc wybrudzona lodami. Siedziałyśmy na ławce.
Było trochę przerobione. Ona miała białe, piękne skrzydła i suknię bialutką jak śnieg, a na górze  było napisane.
,,Twój Anioł, zawsze będzie przy Tobie''

-Proszę, ty je włóż.-powiedział Bill

Ja ze łzami w oczach włożyłam je. Położyłam album na kanapie i rzuciłam się na chłopaków.

-Dziękuje. To jest najbliższy mojemu sercu prezent. Nigdy bym nie pomyślała, że coś takiego dostanę. I jeszcze to zdjęcie. Nie wiem co powiedzieć. Więc powiem tylko kocham was i bardzo dziękuję.-popłakałam się ze szczęścia.
-Kinga z tym zdjęciem to Bill wpadł na pomysł. A z albumem to było trochę przypadkowe...-Bill popatrzył na Toma z dziwną miną, a Tom raptownie przestał mówić.-Proszę.-powiedział już tylko Tom.

Zasiedliśmy ponownie do stołu.
Zjedliśmy wigilię, posprzątaliśmy i każdy rozszedł się do pokoju.

Kiedy się umyłam jeszcze raz przejrzałam ten album i zatrzymałam się na ostatnim zdjęciu.
Długo je oglądałam, aż w końcu przy nim zasnęłam.


Notka 53 2012-04-13

Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie. Wszyscy byli jeszcze w łóżkach oprócz Gordona, który pojechał kupić choinkę.
Wstałam, ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy, bo wiedziałam, że czeka mnie jeszcze dużo pracy i poszłam do kuchni.
Postanowiliśmy, że przyszykujemy wigilię jak w Polsce.
Gdy weszłam do kuchni zobaczyłam, że leży karp pokrojony i przyszykowany do smażenia.
Zaczęłam smażyć.
Po jakiejś chwili weszła Simone.

-Już wstałaś?-zdziwiła się.
-Tak, b o spać nie mogłam.
-Pomóc ci z tym karpiem?
-Nie potrzeba. Dam sobie radę.-uśmiechnęłam się.
-Dobrze, więc ja spróbuję zrobić kluski z makiem.

Ja smażyłam, a Simone robiła kluski z makiem.
Weszła mama.

-Co mam robić?-zapytała się.
-Mamo mamy dla ciebie zadanie specjalne.
-Niech zgadnę. Uszka lepić?-zapytała się
-Masz rację. Ale tylko ty to zrobisz dobrze.-mówiłam, żeby uniknąć zlepiania.
-No już przestań. Wiem, że się wymigujesz.-powiedziała i zaczęła robić ciasto na uszka.

Każdy był zajęty swoją pracą, kiedy Gordon wszedł do kuchni.

-Choinka już w salonie.-powiedział.
-Bill! Tom! Wstawajcie! Musicie ubrać choinkę!-krzyczała Simone, a w tym czasie Gordon wymkną się z kuchni.

Po chwili Bill i Tom weszli do kuchni zaspani.

-Dobry.-powiedzieli.
-To już tyle zrobione?-zdziwił się Bill
-Tak. Wszystko przespaliście.-powiedziałam.
-My idziemy choinkę ubierać. Kinga idziesz z nami?
-Nie wiem, bo już kończę, ale nie wiem czy coś jeszcze mam zrobić.
-Już będzie wszystko zrobione.-powiedziała Simone.
-Jeszcze barszcz, ale to dopiero przed wigilią.
-Aha to my idziemy po bombki, a ty kończ. Jak skończysz smażyć, przyjdź do salonu.-powiedział Tom

Skończyłam smażyć. Umyłam ręce i poszłam do chłopaków.

Gdy weszłam do salonu zobaczyłam piękną i wyjątkowo gęstą choinkę.

-Święta...-powiedziałam cicho.
-Tak. Wesołych Świąt.-powiedzieli chłopaki i mnie przytulili.
-Wesołych Świąt...-powiedziałam

Zaczęliśmy ubierać choinkę. Na początku światełka. Trochę były poplątane, ale udało się je rozplątać.

-Wy choinkę ubieracie?-zapytał się Gordon z niedowierzaniem
-Tak, a co w tym dziwnego?-powiedzieli
-No, że robicie to wy. Tom i Bill, bo Kinga nie wygląda na takiego leniucha, ale wy? Bardzo dziwne.
-Oj wydało się.-powiedział Tom
-No dobra ja wam nie przeszkadzam. Idę przystroję ogród.

I sobie poszedł. Kiedy światełka zawiesiliśmy przyszedł czas na gwiazdę.

-Tylko kto ją założy?-zastanawiał się na głos Bill
-Może Kinga.-zaproponował Bill
-Ale ja nie dosięgnę.-powiedziałam
-To cię podniesiemy. Bierz gwiazdę.

Wzięłam gwiazdę i chłopaki podnieśli mnie. Założyłam na sam czubek.
Wzięliśmy się za bombki.
Kiedy bombki już wisiały zaczęliśmy wieszać łańcuchy.

Długo ją ubieraliśmy, ale się opłacało.
Była piękna.
Poszłam przebrałam się i zeszłam na dół.

-Wyglądasz pięknie.-powiedział Tom
-Danke, ale gdzie Bill?
-Też się poszedł przebrać.
-Aha.-i poszłam robić barszcz czerwony do uszek.

Kiedy ja robiłam barszcz wszyscy zaczęli nakrywać stół.

Weszłam do salonu i poczułam się cudownie. Każdy był szczęśliwy. Byliśmy razem. Nie mogłąm w to uwierzyć.
Rodzice, Simone, Gordon, Bill i Tom.
Każdy był wystrojony.
Brakowało mi tylko jednej osoby, której nigdy już nie zobaczę.
Byłam smutna, ale starałam się uśmiechać. Podszedł do mnie Bill.

-Coś się stało? Jesteś smutna.-powiedział
-Nic się nie stało i nie jestem smutna. Barszcz gotowy.-i sprawdziłam czy mi łza nie popłynęła.
-No to co siadamy?-Simone mnie uratowała, bo bym się rozpłakała.

Wszyscy sobie życzenia złożyliśmy i zasiedliśmy do stołu.
Zjedliśmy barszcz z uszkami.

-Może rozpakujemy prezenty?-zaproponował Gordon.
-To ja idę na chwilę do pokoju przynieść.-powiedziałam i pobiegłam na górę.

Prezenty były już naszykowane.
Jeden na Simone, jeden dla Gordona i po jednym dla chłopaków.
Zeszłam na dół.




Chyba się trochę rozpisałam;)


Notka 52 2012-04-12

Kiedy skończyłyśmy robić sałatkę mama i Simone pojechały do sklepu, a ja zostałam i robiłam ciasto.
Ciasto już piekło się w piekarniku, zostało tylko zrobić masę.
Kiedy robiłam masę przyszedł Bill.

-Czy one nie wiedzą, że zostawienie ciebie samej w kuchni grozi pożarem?-i zanurzył palec w masie.-Hmm, to jest całkiem dobre. Ty masz talent kucharski.
-Nie powiedziałabym, że mam talent kucharski, bo kiedyś podpaliłam popcorn i zrobiłam lekki pożar, ale nic się nie spaliło poza popcornem i dwoma talerzami.-zaśmiałam się
-Ale chyba teraz nie podpalisz domu?-zaniepokoił się.
-Będę musiała pomyśleć.
-Ty uważaj, bo jak spalisz dom to przeniesiemy się do Polski do twojego domu i twój dom będzie naszym domem, a co z tym idzie? Twój dom będą nachodziły fanki.

I wziął łyżkę. Na łyżkę masy, a masę mi na głowę.

-Bill!!!-krzyknęłam wściekła.
-Co tu się dzieje?-wszedł zdziwiony Gordon.
-Yyyy... Ten... Tego.-zaczął się tłumaczyć Bill, a ja stałam i mieszałam masę, żeby się nie zważyła.
-Kinga, jak ty wyglądasz? To jego sprawka?-zapytał się pokazując na Billa
-No moja.-powiedział z siebie dumny Bill
-To za karę ty kręcisz, a ty idź się umyj.-powiedział śmiejąc się z nas Gordon
-Bill mianuję ciebie na ukręcenie masy. Oto twój wałek. Tylko nie spal domu.-śmiejąc się mianowałam Billa.

Gdy wyszłam z kuchni usłyszałam, że Bill i Gordon mówią o mnie. Może nie powinnam ich podsłuchiwać, ale byłam ciekawa co tak naprawdę o  mnie myślą.

-A według ciebie jaka z niej dziewczyna?-zapytał się Bill Gordona.
-Która widać, że dużo przeszła, ale stara się tego nie pokazywać i zawsze, nawet kiedy widać, że jest smutna, stara się uśmiechać. Ale ty nie zapominaj, że to twoja fanka i może jej o coś innego chodzić.

W tym momencie poczułam jakby ktoś mi nóż wetknął w serce.

-Proszę nie mów tak. Ja ją bardzo kocham. W skrócie mówiąc, jak nikogo innego
-Ja tylko chciałem tym powiedzieć, że...-uciekłam, bo usłyszałam, że wróciły, mama z Simone.

Cały czas się zastanawiam, czy Gordon mnie nie polubił, czy po prostu ostrzega Billa jak na ojca przystało. (Pomimo, że to jego ojczym, ale tą samą role pełni)
Zmyłam ten krem i poszłam do pokoju.
Położyłam się na łóżku.
Ktoś zapukał.

-Proszę.-powiedziałam. To był Gordon.
-Hallo. Wiem, że słyszałaś naszą rozmowę.
-Przepraszam.-powiedziałam tylko.
-Nie gniewaj się, że tak o tobie mówiłem, ale ja to specjalnie mówiłem, żeby Bill powiedział, że ciebie kocha. Naprawdę bardzo cię lubię.
-Dziękuję.-powiedziałam i uśmiechnęłam się.-A co chłopaki mi kupili?
-Ja wiem, ale nie powiem. Powiem tylko, że to nie jest jakieś ubrania, albo jakaś biżuteria. To chyba takie coś co powinno cię zaskoczyć, le pozytywnie.
-No to jutro zobaczę. Pomóc jeszcze coś w kuchni?
-Nie już nie musisz, bo Simone z twoją mamą skończyły już to ciasto i na jutro już wszystko przygotowane. Idź spać. Chłopaki też już się chyba szykują do spania, co u nich t dziwne, bo siedzą zawsze do 3 może 4 nad ranem.
-Dobrze dobranoc.
-Dobranoc.-powiedział i wyszedł.
 
Umyłam się pół godziny wcześniej więc przebrałam się i położyłam spać.


Notka 51 2012-04-11

-Ej chłopaki starczy!-krzyczałam
-Nie! Musisz być cała biała!-zaśmiał się Tom

My niepotrzebnie krzyczeliśmy, bo ktoś nas usłyszał, ale nie byliśmy pewni kto.  Wszyscy czuliśmy, że robi ktoś zdjęcia, ale skąd to nie wiedzieliśmy.

-Tam!-krzyknął Tom
-Siemka!-wyszła Aga
-Co ty tu robisz?!-zapytałam wściekła.
-Ja?-zdziwiła się dziwnie
-No chyba nie ja. Ja tu mam zaproszenie, a ty jeszcze chamsko robisz zdjęcia.-wkurzyłam się na nią.-Chodźcie chłopaki. Szkoda z nią gadać.
 
Ruszyliśmy do samochodu.

-Tylko jutro wracam do Polski. I daję te zdjęcia do gazet!-krzyczała
-A se wrzucaj!-krzyknął Bill.

I wsiedliśmy do samochodu.
Ruszyliśmy.
Kiedy dojechaliśmy do domu, rodzice się mnie wystraszyli.

-Kinga jak ty wyglądasz?!-powiedziała mama
-To wszystko ich wina!-pokazałam na chłopaków i udałam, że mało nie płaczę.
-Ta jasne. Chodź przebierzesz się.-i wziął mnie na ręce.
-Aaaa! Bill!-krzyczałam
-Cicho.-i poniósł mnie na górę.

-Bill takie akcje? Przy Tomie ok, ale nie przy rodzicach.-powiedziałam gdy byliśmy już na górze.
-Oj tam.-zaśmiał się.-Idź się przebrać.

Poszłam, ale jak wyszłam z pokoju nie było Billa. Zeszłam na dół nie było go, ani nawet Toma.

-A gdzie chłopaki?-zapytałam Simone.
-Pojechali do Magdeburgu. Powiedzieli że przepraszają, że ciebie nie wzięli, ale nie mogli, bo pojechali po prezenty.
-Aha. Na szczęścia ja kupiłam już w Polsce.-powiedziałam z ulgą.-Pomóc coś?
-Jeśli chcesz to możesz pomóc robić sałatkę.

Zaczęłam kroić na sałatkę. Czas szybko zleciał.

-Już jesteśmy! Gdzie Kinga, żeby nie widziała prezentu?-krzyczał Bill.

Simone nie zdążyła nic powiedzieć. Położyłam nóż i pobiegłam z brudnymi rękami do chłopaków. Myślałam, że nie zdążyli zapakować, ale się myliłam. Zobaczyłam tylko kilka pudełek obłożonych papierem ozdobnym.

-Mikołaj już was nawiedził?-zaśmiałam się i tak jakby doglądałam jakiejś dziurki w papierze.
-Eeee... nie bądź mądra.-powiedział Bill.
-Zobaczysz jutro.-wtrącił się Tom
-No już dobrze.-i poszłam dalej pomagać w kuchni.


Notka 50 2012-04-08

Rzuciłam się na szyje chłopakom. Wszyscy z nas się zaczęli śmiać, bo we troje mało się nie wywróciliśmy na ławkę.
Wszyscy byliśmy szczęśliwi.
Kiedy z chłopakami trochę ochłonęliśmy poszliśmy do pokoju, w którym miałam nocować. Nocowałam w tym samym, co ostatnio.
Zjedliśmy co nieco i pojechaliśmy nad jezioro.
Pomimo że miejscami można było zapaść się w śniegu po kolana, nie było mocno zimno.

-Hahaha.-chłopaki zaczęli się śmiać, bo na mostu poślizgnęłam się i mało nie wpadłam do wody. Było zamarznięte, ale lód był bardzo cienki.
-A co by było gdybym wpadła do wody?-udałam obrażoną.
-To my byśmy też wskoczyli.-zaśmiał się Tom
-Ej mów za siebie. Ja bym do tak lodowatej nie wskoczył. Pomógłbym wyjść, ale, żeby pływać...Nigdy w życiu.-poprawił go Bill
-No dobra już spokój. Nie wpadłam tylko się poślizgnęłam, a to różnica.

Chwile staliśmy we trójkę i patrzyliśmy się w dal, w pola.

-A jak w szkole? Nie masz nieprzyjemnych sytuacji związanych z nami?-zapytał się Bill
-O tym samym właśnie pomyślałam.-powiedziałam smutna.-Cały czas mam problem z Agą. Czasami się pytają czy to prawda, czy bym mogła załatwić autografy, ale to tyle. Najczęściej mówię, że nie wiem kiedy się spotkamy i jest ok. Ale Aga. Ona mnie dobija. Cały czas ma pretensje, że jej nie powiedziałam, że wyjeżdżałam do LA z wami. Mam już jej po prostu dosyć.
-Wybacz.-powiedział Tom.
-A może gdybyśmy się z nią kiedyś spotkali, to by przestała?-zaproponował Bill
-A to ta ładna, średnia, czy brzydka.-zapytał się Tom.
-Jak dobrze pamiętam to z twoich obliczeń, to Klaudia to ta ładna, Aga ta średnia, a Marta brzydka.-zaśmiałam się.-Ale jeszcze pół roku i ona się przeprowadza. To wytrzymam.
-W końcu jej się znudzi.-pocieszył Bill
-Wiem, bo to idiotka. Sensacje robi. Pomimo że to wszystko już ucichło. Każdy ma swoje życie i tyle. No czasami jak jakieś zawody, albo coś podobnego to często unikam obcych ludzi, bo jednak chcą coś od was. A tak już jest spoko. Wszyscy już Agę po prostu znienawidzili, bo cały czas jeden temat w jej ustach, czyli wy.
-A ty tam masz z kim się przyjaźnić?-zapytał się Bill.
-Bill jaki ty opiekuńczy!-zaśmiał się Tom
-No bo to przecież moja dziewczyna to muszę.
-Ja teraz mam więcej znajomych niż ona, ale takiej przyjaciółki to nie, bo jeszcze im tak nie ufam jak jej ufałam. Ale sądzę, że  Marta jest taką, która mi mówi wszystko i chyba ja też mogę jej się zacząć zwierzać.
-No to już dobrze.-powiedział Tom.-Bitwa na śnieżki!!!!

Tom rzucił pierwszy w Billa.
Bill nie pocelował w Toma i rzucił we mnie.
Dołączyłam się.
Wszyscy rzucaliśmy się chyba z godzinę.
Ja byłam najbardziej biała, bo chłopaki mnie złapali i obtoczyli w śniegu.





Przepraszam, że nie pisałam, ale nie miałam czasu.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]